Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Samorząd zamiast parlamentu

Że demokracja parlamentarna w Polsce sięgnęła dna, zaczynają wreszcie dostrzegać nawet najwięksi entuzjaści kreślenia krzyżyków na kartkach do głosowania i najwierniejsi słuchacze partyjnej paplaniny. Sama kontestacja jednak nie wystarczy. Najnowszy kryzys reprezentacji politycznej kraju warto wykorzystać w sposób konstruktywny: na przemyślenie i ewentualne rozpropagowanie wrogiego rządzeniu ponad głowami obywateli projektu demokracji. Jego fundamentem mógłby się stać odnowiony przez ruchy społecznego sprzeciwu samorząd.

 

Kto nam ukradł lokalną politykę?

Przeciwstawienie polityki samorządowej polityce parlamentarnej może się wydać obserwatorowi polskiej sceny politycznej niezrozumiałe. W końcu zarówno w sejmie, jak i w gminach wiejskich i miejskich zawierane są groteskowe koalicje, realizuje się politykę oderwaną od realiów życia, zaś reprezentowaniem wyborców w żadnym z tych organów władzy nikt nie zaprząta sobie głowy. Nawet o łataniu dziur w chodnikach decyduje się w polskich miastach na wzór sejmu: bez pytania mieszkańców o najpilniejsze potrzeby. To, że posłowie i senatorowie pozostają głusi na opinie swoich wyborców stanowi część parlamentarnej tradycji, a nawet polskiego prawodawstwa. Wystarczy przeczytać Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, gdzie zapisano, że "Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców (Art. 104, par. 1).

Krańcowo różnym sposobem kierowania sprawami publicznymi powinien być samorząd, chociaż obowiązująca w Polsce ordynacja wyborcza do samorządu terytorialnego sprawiła, że rady gmin, miast i sejmiki upodobniły się do parlamentu w skali mikro. Upartyjniono lokalną administrację, pogrzebano ideę samorządności. Podział na sprawy lokalne i ogólnonarodowe miał służyć rozróżnieniu kompetencji samorządów i parlamentu, ale okazał się bezużyteczny. Wielkość danej jednostki administracyjnej, ani liczba mieszkańców, nie są w tym przypadku najważniejsze, liczy się przyjęty dla nich model demokracji - ograniczającej się do udziału w wyborach lub realizującej się poprzez samodzielne i bezpośrednie rządy wszystkich obywateli, którzy tego pragną, czyli właśnie samorząd.

Jak odzyskać samorząd?

Podstawową jednostką organizacyjną samorządu, głównym ośrodkiem decyzyjnym należy uczynić zebrania mieszkańców. Miejscem cyklicznych spotkań mogą być osiedla, spółdzielnie mieszkaniowe i gmachy publiczne w poszczególnych dzielnicach. Tematem debat i głosowań będą decyzje budżetowe, ustalanie podatków, przepisów, postulowane zmiany w administracji, a uprawniony do głosowania będzie każdy mieszkaniec dzielnicy. Radny stanie się wyrazicielem opinii i woli delegującego go zebrania mieszkańców w ogniwie wyższego szczebla: radzie miasta, sejmiku wojewódzkim. W prawdziwym samorządzie nie ma miejsca dla dowolności działań radnego, wynikłej z braku więzi z wyborcami. Radny czy urzędnik działa zgodnie i ściśle z instrukcjami uzyskanymi od zebrania mieszkańców swojego okręgu. Obowiązuje zasada każdorazowej odwołalności radnego. Zebranie mieszkańców ma prawo w dowolnym momencie cofnąć mandat swojemu przedstawicielowi. W zasadzie każdorazowej odwołalności przedstawiciela upatrywać należy zabezpieczenia przed korupcją i nadużyciem władzy, zaprzepaszczonego w systemie parlamentarnym, gdzie obywatel aktywizuje się tylko w dniu wyborów. W przedstawionym tu systemie ogniwa szczebli wyższych (rada miasta) nie są organami nadrzędnej władzy dla ogniw szczebli niższych (zebrania mieszkańców). Już raczej szczeble wyższe są uzależnione od szczebli niższych, gdyż składają się z przedstawicieli działających w granicach wyraźnych dyrektyw i doraźnych upoważnień swoich wyborców. W systemie wielostopniowego samorządu nie ma w ogóle organów nadrzędnych i podległych. Jest natomiast wyraźny podział zadań i odpowiedzialności. Sprawy o znaczeniu szerszym, wykraczające poza zakres wyłącznych zainteresowań i kompetencji obradującego zebrania mieszkańców, rady miejskiej czy sejmiku nie są od razu definitywnie rozstrzygane, lecz przekazuje się takie sprawy (ze swoją opinią i propozycjami) przez radnego, ogniwu wyższego rzędu, gdzie zasiadają przedstawiciele innych samorządów z miasta, regionu czy nawet całego kraju.

Z kim robić rewolucję?

Wprowadzenie w życie opisanej demokracji samorządowej będzie niezwykle trudne. Żadna z tak zwanych poważnych partii politycznych nie będzie sprzyjać radykalnej demokratyzacji samorządów, a tym bardziej eliminacji parlamentu. Z kolei organizacje społeczne, którym mogłaby przypaść rola inicjatorów rewolucji samorządowej są nieliczne, słabe, często skorumpowane i niezdolne do przeprowadzania masowych i radykalnych akcji. Oczywista konkluzja jest taka, że wszelkie starania o odzyskanie samorządów należy zacząć od reanimacji i demokratyzacji stowarzyszeń lokatorów, związków zawodowych, spółdzielni mieszkaniowych, organizacji kobiecych, nieformalnych ruchów społecznych, żeby wreszcie zaczęły być reprezentatywne i aktywne. Warto rozważyć tworzenie czegoś w rodzaju alternatywnych struktur samorządowych, organizować zebrania mieszkańców dotyczące spraw konfliktowych i żądać udziału w nich przedstawicieli władz lokalnych. Oprócz stosowania klasycznych strategii oporu społecznego (demonstracje, blokady), prowadzić akcję zbierania podpisów pod własnym projektem nowej ustawy o samorządzie, lub uczestniczyć w wyborach samorządowych i wbrew przepisom wprowadzać bezpośrednie rządy mieszkańców w swoim okręgu wyborczym. Katalog proponowanych działań jest spory, wszystko jest uzależnione od odzewu społecznego, z jakim spotkają się (lub nie) nasze pomysły.

Rafał Górski

Artykuł ukazał się w 9 numerze Biuletynu Inicjatywy Pracowniczej

Powrót na górę